Wołyń 1943 – Rzeź Wołyńska

Wołyń 1943 – Droga do Tragedii (Część IV) | Punkt, z którego nie było już odwrotu

Część IV: Punkt, z którego nie było już odwrotu

Przez pierwsze trzy części tej opowieści śledziliśmy wydarzenia, które stopniowo zmieniały Wołyń. Widzieliśmy rozpad dawnych imperiów, niespełnione nadzieje po wojnie polsko-bolszewickiej, narodziny ukraińskiego nacjonalizmu oraz brutalną rzeczywistość dwóch okupacji, które po 1939 roku zniszczyły istniejący porządek.

Latem 1943 roku proces ten osiągnął punkt krytyczny.

Dla tysięcy mieszkańców Wołynia nie był to już spór polityczny, konflikt o granice ani walka o przyszły kształt Europy. Stał się walką o przetrwanie.

Wydarzenia, które rozegrały się w lipcu 1943 roku, do dziś pozostają jedną z najbardziej bolesnych kart w historii relacji polsko-ukraińskich. Przez dziesięciolecia były przedmiotem sporów, przemilczeń, politycznych interpretacji i emocjonalnych debat. Jednocześnie pozostają tragedią tysięcy zwykłych ludzi – rolników, nauczycieli, księży, dzieci i całych rodzin, które znalazły się w samym centrum wojny, rewolucji i narastającego konfliktu narodowościowego.

Nie jest celem tego tekstu opisywanie najbardziej makabrycznych szczegółów zbrodni. Takich opracowań powstało już wiele.

Naszym celem jest odpowiedź na inne pytanie:

Jak doszło do momentu, w którym sąsiedzi zaczęli występować przeciwko sobie, a Wołyń stał się miejscem jednej z największych tragedii cywilnych na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej podczas II wojny światowej?

Ostatnia próba porozumienia?

Зигмунт Румель

Na początku lipca 1943 roku sytuacja na Wołyniu była już bardzo napięta. Od miesięcy dochodziło do ataków na polską ludność cywilną, a informacje napływające z kolejnych miejscowości budziły coraz większy niepokój polskiego podziemia.

Mimo to wciąż istnieli ludzie wierzący, że możliwe jest uniknięcie najgorszego.

W pierwszych dniach lipca przedstawiciele polskiego podziemia podjęli próbę nawiązania kontaktu z dowództwem UPA. W skład delegacji weszli Zygmunt Rumel, podporucznik Krzysztof Markiewicz oraz Witold Dobrowolski. Źródła historyczne różnią się w ocenie celu tej misji. Według części badaczy chodziło o podjęcie rozmów dotyczących wspólnej walki przeciw okupantom. Inni wskazują, że głównym celem było powstrzymanie narastających ataków na polską ludność cywilną. Niezależnie od interpretacji, była to próba podjęcia dialogu w sytuacji, gdy konflikt coraz szybciej wymykał się spod kontroli.

Wybór Zygmunta Rumla nie był przypadkowy. Urodzony na Wołyniu poeta, działacz ludowy i oficer podziemia biegle mówił po ukraińsku. Przed wojną należał do ludzi przekonanych, że Polacy i Ukraińcy mogą znaleźć wspólny język mimo dzielących ich sporów.

Delegacja dotarła do miejsca spotkania 7 lipca 1943 roku.

Rozmowy nigdy się jednak nie rozpoczęły.

Wysłannicy zostali zatrzymani przez oddziały UPA. Po kilku dniach wszyscy trzej zginęli. Dla wielu Polaków na Wołyniu wiadomość o śmierci emisariuszy stała się symbolem końca nadziei na pokojowe rozwiązanie konfliktu.

Kilka dni później miało się okazać, że był to dopiero początek wydarzeń, które na trwałe zapisały się w historii pod nazwą Krwawej Niedzieli.

11 lipca 1943 roku (Krwawa Niedziela)

Kościół w Porycku, tutaj doszło do jednego z większych ataków UPA na ludzi wychodzących z kościoła po porannej Mszy Świętej.

Niedzielny poranek 11 lipca 1943 roku nie różnił się początkowo od wielu innych letnich dni na Wołyniu.

Był środek żniw. W wielu miejscowościach mieszkańcy przygotowywali się do pracy w polu. Inni udawali się na nabożeństwa do kościołów i kaplic rozsianych po całym regionie.

Tego dnia rozpoczęła się jednak największa i najlepiej skoordynowana fala ataków na polską ludność cywilną podczas wydarzeń wołyńskich.

Oddziały UPA wspierane przez część miejscowej ludności ukraińskiej zaatakowały jednocześnie dziesiątki miejscowości. Historycy najczęściej wskazują liczbę co najmniej 99 polskich osad zaatakowanych tego dnia, choć w zależności od przyjętej metodologii i uwzględnienia sąsiednich powiatów liczba ta bywa wyższa.

Ataki były wymierzone przede wszystkim w ludność cywilną.

W wielu miejscach celem stawali się ludzie zgromadzeni na niedzielnych nabożeństwach. Do historii przeszły wydarzenia w Kisielinie, Porycku, Chrynowie czy Zabłoćcach, jednak podobne sceny rozgrywały się równocześnie w wielu innych miejscowościach Wołynia.

Dlatego właśnie 11 lipca 1943 roku uznawany jest za kulminację wydarzeń określanych mianem zbrodni wołyńskiej.

Nie dlatego, że tego dnia rozpoczęła się przemoc, lecz dlatego, że właśnie wtedy osiągnęła ona skalę niespotykaną wcześniej na Wołyniu.

Skala wydarzeń i cele działań UPA

Dla mieszkańców Wołynia 11 lipca 1943 roku był przede wszystkim dniem tragedii. Dla historyków pozostaje również przedmiotem badań nad charakterem i celem prowadzonych działań.

Nie wszystkie szczegóły zostały wyjaśnione. Wciąż trwają dyskusje dotyczące liczby ofiar, stopnia centralnego planowania czy odpowiedzialności poszczególnych dowódców. W jednej kwestii panuje jednak szeroki konsensus – wydarzenia te nie były przypadkową serią lokalnych konfliktów ani spontanicznym wybuchem przemocy.

Ataki objęły rozległy obszar Wołynia i były wymierzone przede wszystkim w polską ludność cywilną.

W dokumentach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz w późniejszych analizach historyków wielokrotnie pojawia się cel stworzenia warunków dla przyszłego państwa ukraińskiego poprzez usunięcie konkurencyjnych ośrodków politycznych i narodowych. W praktyce oznaczało to dążenie do likwidacji polskiej obecności na terenach uznawanych przez nacjonalistów ukraińskich za część przyszłej Ukrainy.

Dla mieszkańców atakowanych miejscowości nie miało jednak znaczenia, jakie strategiczne cele przyświecały dowódcom. Liczyło się jedno – przeżyć kolejny dzień.

W kolejnych tygodniach coraz więcej rodzin opuszczało swoje domy. Część próbowała przedostać się do większych miast kontrolowanych przez Niemców. Inni szukali schronienia u krewnych lub znajomych. Wielu nie miało dokąd uciekać.

W odpowiedzi zaczęły powstawać lokalne ośrodki samoobrony.

Twierdze pośród chaosu

Oddziały samoobrony na polskich wsiach powstawały w celu chronienia ludności cywilnej.

Gdy wiadomości o kolejnych atakach docierały do następnych miejscowości, mieszkańcy zaczęli organizować własną obronę.

Najbardziej znanym przykładem było Przebraże, które stało się największym ośrodkiem samoobrony polskiej na Wołyniu. Tysiące uchodźców z okolicznych wsi znalazło tam schronienie. Budowano umocnienia, organizowano patrole, gromadzono żywność oraz broń.

Podobne działania podejmowano również w innych miejscach, między innymi w Hucie Stepańskiej i Zasmykach.

Nie były to regularne oddziały wojskowe zdolne do prowadzenia szerokich operacji. Ich podstawowym celem była ochrona ludności cywilnej.

W wielu przypadkach właśnie dzięki organizacji samoobrony udało się uratować setki, a czasem tysiące ludzi.

Historia Wołynia z 1943 roku nie jest więc wyłącznie historią ofiar.

Jest również historią ludzi, którzy w sytuacji niemal całkowitego rozpadu państwowych struktur próbowali chronić swoje rodziny, sąsiadów i wspólnoty.

Sąsiedzi, którzy wybrali człowieczeństwo

W opowieściach o Wołyniu łatwo ulec pokusie przedstawienia wydarzeń w czarno-białych barwach.

Rzeczywistość była jednak bardziej skomplikowana.

Obok ludzi uczestniczących w przemocy byli również tacy, którzy próbowali jej zapobiegać.

W wielu relacjach ocalałych pojawiają się ukraińscy sąsiedzi ostrzegający polskie rodziny przed planowanymi atakami. Niektórzy pomagali w ucieczce. Inni ukrywali swoich znajomych, dostarczali żywność lub wskazywali bezpieczne drogi ewakuacji.

Takie przypadki nie zmieniają skali tragedii.

Pokazują jednak coś niezwykle ważnego – nawet w najtrudniejszych czasach człowiek zachowuje możliwość wyboru.

Wśród Sprawiedliwych, o których pamięć przetrwała w rodzinnych wspomnieniach i dokumentach, byli ludzie ryzykujący własnym życiem oraz bezpieczeństwem swoich rodzin.

Niektórzy zapłacili za tę pomoc najwyższą cenę.

Dzisiaj ich historie przypominają, że obok nienawiści istniała również odwaga i zwykła ludzka przyzwoitość.

Reakcja polskiego podziemia

Dla Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich wydarzenia lata 1943 roku oznaczały konieczność podjęcia działań wykraczających poza dotychczasowe zadania konspiracyjne.

Coraz większą część wysiłku zaczęto poświęcać ochronie ludności cywilnej.

Organizowano punkty samoobrony, eskortowano uchodźców, zbierano informacje o ruchach oddziałów UPA i prowadzono działania mające zabezpieczyć najbardziej zagrożone obszary.

W miarę nasilania się konfliktu pojawiały się również akcje odwetowe skierowane przeciw ukraińskim wsiom uznawanym za zaplecze oddziałów odpowiedzialnych za ataki.

Jest to jeden z najbardziej bolesnych i kontrowersyjnych elementów historii tego okresu.

Choć skala i charakter działań prowadzonych przez polskie podziemie różniły się od akcji przeprowadzanych przez UPA, również po stronie polskiej dochodziło do wydarzeń, które pociągały za sobą śmierć ludności cywilnej.

Historia Wołynia nie kończy się bowiem na pytaniu o to, kto rozpoczął spiralę przemocy.

Równie ważne jest pytanie o to, jak trudno było ją zatrzymać, gdy już została uruchomiona.

Wołyń nie był końcem tej historii

Jesienią 1943 roku wielu mieszkańców Wołynia miało nadzieję, że najgorsze już minęło.

Tak się jednak nie stało.

Przemoc nie zatrzymała się na granicach Wołynia.

W kolejnych miesiącach działania antypolskie zaczęły obejmować także tereny Galicji Wschodniej, w tym województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie. Konflikt, który wcześniej koncentrował się głównie na Wołyniu, rozszerzał się na kolejne regiony dawnej II Rzeczypospolitej.

Jednocześnie coraz bardziej komplikowała się sytuacja militarna.

Armia Czerwona ponownie zbliżała się do przedwojennych granic Polski. Niemcy cofali się na zachód. Wszystkie strony konfliktu zaczynały przygotowywać się do nowego etapu wojny.

Dla tysięcy rodzin oznaczało to jednak coś znacznie prostszego i bardziej tragicznego.

Kolejne miesiące przyniosły nowe ofiary, nowe fale uchodźców i nowe miejsca, w których sąsiedzi stawali przeciwko sobie.

Wołyń nie był końcem tej historii.

Był początkiem rozdziału, który wkrótce objął znacznie większy obszar Europy Wschodniej.

W następnej części tej serii przyjrzymy się wydarzeniom lat 1944–1947, dalszym działaniom UPA, akcjom odwetowym, losom ocalałych oraz temu, jak pamięć o Wołyniu przetrwała po zakończeniu wojny.

Bo choć wojny kiedyś się kończą, pamięć o nich pozostaje często znacznie dłużej.

Odkrywaj z Nami

Vagabonds of the North
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.