KING JOHN’S CASTLE – PART I
Zamek, który widział więcej chaosu niż przeciętny komentarz polityczny w internecie
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.Lorem ipsum dolor sit amet consectetur adipiscing elit dolor
Vagabonds of the North
King John’s Castle – zamek, który widział wszystko (i raczej nie był tym zachwycony)
Są miejsca, które wyglądają świetnie na Instagramie.
Są też takie, które wyglądają tak, jakby mogły opowiedzieć historię kończącą się źle dla większości uczestników.
King John’s Castle w Limerick zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Dziś to elegancko odrestaurowana atrakcja turystyczna, gdzie rodziny spacerują po murach, dzieci biegają po interaktywnych ekspozycjach, a turyści robią zdjęcia z uśmiechem i kawą w ręku.
Kilkaset lat temu?
No cóż.
Kilkaset lat temu był to raczej adres, którego chciałbyś unikać, chyba że:
- lubisz oblężenia,
- nie przeszkadza ci głód,
- masz zdrową odporność na epidemię,
- albo po prostu jesteś średniowiecznym wojownikiem z bardzo słabym instynktem samozachowawczym.
King John’s Castle nie jest zwykłym zamkiem.
To miejsce, przez które przetoczyła się niemal cała brutalna historia Irlandii.
I zanim w ogóle pojawił się tu sam Król Jan, było gorąco.
Bardzo gorąco.
Momentami dosłownie.
"Jeśli średniowieczna Irlandia miała instrukcję pod tytułem Jak skutecznie uprzykrzyć życie sąsiadom, to King John’s Castle był praktycznym dodatkiem premium".
Vagabonds of the North
Zanim pojawił się zamek, byli Wikingowie
Jeśli myślisz o Limerick jako o spokojnym irlandzkim mieście nad Shannon, to średniowieczni mieszkańcy zapewne spojrzeliby na ciebie z pewnym zdziwieniem.
Bo początki miasta były… delikatnie mówiąc… mniej relaksacyjne.
Wszystko zaczęło się około 922 roku, gdy Wikingowie założyli tutaj osadę handlową.
I trzeba uczciwie powiedzieć:
Wikingowie nie byli ludźmi, którzy przyjeżdżali „dla lokalnej kultury”.
Ich model biznesowy był raczej prosty:
przypłynąć → zabrać co się da → ewentualnie coś podpalić → odpłynąć.
Z czasem Limerick stało się jednak czymś więcej niż bazą rabunkową.
Położenie nad rzeką Shannon dawało gigantyczną przewagę strategiczną.
To był świetny punkt handlowy.
Świetny militarnie.
Świetny do kontroli regionu.
Czyli dokładnie taki, o który wszyscy chcieli się bić.
King’s Island — ta sama wyspa, na której dziś stoi zamek — już wtedy była strategicznym miejscem.
Innymi słowy:
zanim postawiono pierwszy kamień zamku, ta ziemia miała już całkiem imponujące CV przemocy.
Irlandczycy też potrafili robić dramatyczne decyzje
W XII wieku sytuacja zrobiła się jeszcze ciekawsza.
A przez „ciekawsza” rozumiem „katastrofalna dla wszystkich zaangażowanych”.
Normanowie właśnie zaczynali swoje wielkie wejście do Irlandii.
I wtedy pojawia się postać o absolutnie filmowym potencjale:
Domnall Mór Ua Briain
(Król Thomond)
To był człowiek, który w 1174 roku podjął decyzję z kategorii:
„Skoro nie mogę tego utrzymać, to nikt nie będzie tego miał.”
Czyli…
spalił Limerick.
Tak po prostu.
Miasto zostało celowo zniszczone, żeby nie przejęli go Normanowie.
To jest ten poziom determinacji, przy którym współczesne „usunę konto i wyjadę w Bieszczady” wygląda dość niewinnie.
Ale Normanowie mieli jedną cechę, której nie dało się zignorować:
byli absurdalnie uparci.
I wrócili.
Wchodzi Król Jan. Cały na… problematycznie.
Jeśli historia miała ranking najbardziej nielubianych angielskich monarchów, John Lackland (Jan bez Ziemi) spokojnie siedziałby w ścisłej czołówce.
To ten sam John:
- od Magna Carta,
- od konfliktów z baronami,
- od fatalnych decyzji politycznych,
- od przegrywania rzeczy, które teoretycznie miał wygrać.
A nawet jego własna ksywka nie była szczególnie pochlebna.
“Lackland”
czyli:
„Ten bez ziemi.”
To mniej więcej średniowieczny odpowiednik przezwiska:
„ten, któremu nic nie wychodzi.”
John objął władzę w bardzo niestabilnym momencie.
Normanowie chcieli utrzymać kontrolę nad Irlandią.
Lokalni władcy chcieli ich wywalić.
Każdy miał jakieś pretensje.
Wszyscy mieli broń.
Klasyka epoki.
I właśnie wtedy zapadła decyzja:
Budujemy twierdzę, która przypilnuje tego całego chaosu.
Tak narodził się King John’s Castle.
Budowa zamku, czyli średniowieczny komunikat: „spróbuj tylko”
Budowę rozpoczęto około 1200 roku.
Lokalizacja?
Perfekcyjna.
King’s Island dawała:
- naturalną ochronę wodną,
- kontrolę nad mostami,
- kontrolę nad Shannon,
- kontrolę nad handlem,
- kontrolę nad każdym, kto próbował kombinować.
Czyli praktycznie wszystko.
Twierdza została zaprojektowana nie jako romantyczny zameczek dla rycerzy i dworskich poetów.
To był wojskowy brutalista XIII wieku.
Kamień.
Wieże.
Grube mury.
Minimalna ilość subtelności.
Funkcja?
Jedna:
Pokazać kto tu rządzi.
I trzeba przyznać…
Robił to całkiem skutecznie.
Włóczęgowski humor insert
