Grunwald 1410
Ognisko I: Jak sami sprowadziliśmy sobie problem
Wieczór był spokojny.
Ogień trzaskał leniwie, gdzieś w oddali pohukiwała sowa, a nad ogniskiem unosił się zapach drewna i dymu.
Leprechaun siedział na pniu i wpatrywał się w płomienie.
Smok Wawelski poprawił jedno z polan i usiadł wygodniej.
Leprechaun
– Powiedz mi jedną rzecz.
Smok
– To zwykle oznacza kłopoty.
– Kto był największym przegranym pod Grunwaldem?
– Konrad Mazowiecki.
– Ten od Krzyżaków?
– Ten od Krzyżaków.
– Ale przecież on nie żył od prawie dwustu lat.
– Właśnie dlatego odpowiedź jest ciekawa.
– Dobra. Zaczynamy od początku.
Polska. Średniowiecze. Co się dzieje?
– Bałagan.
– To bardzo szeroka definicja.
– A jednak trafna.
Po śmierci Bolesława Krzywoustego Polska została podzielona pomiędzy jego synów.
Miał to być sposób na uniknięcie walk o władzę.
– Pozwól zgadnąć.
Nie zadziałało.
– Nie.
– To niesamowite jak często w historii zdanie „to powinno zapobiec konfliktom” kończy się dokładnie odwrotnie.
– Historia bardzo lubi ironię.
Przez chwilę obaj patrzyli w ogień.
– Czyli Polska była podzielona?
– Na dzielnice.
Każdy książę miał własne ambicje, własne interesy i własne pomysły na to, kto powinien rządzić całością.
– Brzmi znajomo.
– Bo to nie jest wyjątkowa historia.
Europa była wtedy pełna podobnych sporów.
– Czyli nie było jednej silnej Polski?
– Była pamięć o Polsce.
Byli Piastowie.
Była wspólna kultura.
Ale państwo nie miało siły, jaką miało za Chrobrego czy Krzywoustego.
– I wtedy pojawiają się Prusowie?
– Tak.
– Zanim przejdziemy dalej…
Kim właściwie byli?
– Bałtyckim ludem zamieszkującym ziemie na północ od Mazowsza.
Nie byli Słowianami.
Nie byli Niemcami.
Nie byli też przodkami dzisiejszych Prusaków, których większość ludzi kojarzy z XIX wiekiem.
– Czyli to zupełnie inni Prusowie?
– Zupełnie inni.
Poganie.
Wojownicy.
Ludzie bardzo przywiązani do własnej niezależności.
– I mieli konflikt z Mazowszem?
– Regularny.
Najazdy, grabieże, porwania.
Dla mieszkańców pogranicza nie była to wielka historia.
To była codzienność.
– Czyli kiedy my dziś patrzymy na mapę, widzimy politykę.
A oni widzieli spalony dom sąsiada.
– Dokładnie.
I właśnie tutaj wchodzi Konrad Mazowiecki.
– Powiedzmy sobie szczerze.
W polskiej historii nie ma najlepszej opinii.
– Bo my znamy zakończenie tej historii.
– A on nie.
– Właśnie.
Konrad nie siedział przy ognisku siedemset lat później.
Nie wiedział nic o Grunwaldzie.
Nie wiedział nic o Malborku.
Nie wiedział nic o potędze Zakonu.
Widział tylko własne granice i własny problem.
– Czyli nie był głupi?
– Nie.
Był człowiekiem próbującym rozwiązać realny problem.
– To nie brzmi tak efektownie jak w szkolnych podręcznikach.
– Historia rzadko jest efektowna.
Najczęściej jest po prostu skomplikowana.
Ogień strzelił iskrami.
– No dobrze.
To skąd wzięli się Krzyżacy?
– Nie z Polski.
– To akurat wiem.
– Zakon powstał podczas wypraw krzyżowych w Ziemi Świętej.
Początkowo zajmował się pomocą pielgrzymom i chorym.
Potem stał się organizacją wojskową.
Jedną z najbardziej zdyscyplinowanych i skutecznych w Europie.
– Czyli średniowieczna wersja zawodowej armii?
– W pewnym uproszczeniu.
Mieli pieniądze.
Mieli kontakty.
Mieli poparcie papieży i cesarzy.
I co najważniejsze – mieli doświadczenie.
– A Konrad pomyślał:
„To są dokładnie ludzie, których potrzebuję”.
– Mniej więcej.
– I tu zaczyna się problem?
– Jeszcze nie.
Na początku wszystko wyglądało całkiem rozsądnie.
– To lubię.
Wszystkie katastrofy historyczne zaczynają się od zdania:
„To wyglądało całkiem rozsądnie”.
– Zwykle tak.
Krzyżacy przybyli na ziemię chełmińską.
Mieli chronić pogranicze.
Prowadzić walkę z Prusami.
Pomóc ustabilizować sytuację.
– I robili to?
– Skutecznie.
Bardzo skutecznie.
Wręcz niebezpiecznie skutecznie.
– Oho.
To już znam ten ton.
– W ciągu kolejnych dziesięcioleci podbili ziemie Prusów.
Budowali zamki.
Zakładali miasta.
Tworzyli administrację.
Rozwijali handel.
– Czyli problem został rozwiązany.
– Tak.
– To świetnie.
Możemy kończyć opowieść.
– Nie możemy.
– Dlaczego?
– Bo kiedy Konrad sprowadzał Krzyżaków, miał nadzieję na spokojnego sąsiada.
Krzyżacy postanowili zostać państwem.
Przez chwilę było cicho.
Nawet Leprechaun przestał się uśmiechać.
– Czyli Polska pomogła stworzyć siłę, która później sama stała się problemem?
– Tak.
– To musi boleć historyków.
– Bardziej niż myślisz.
– Wiesz, co jest najdziwniejsze?
– Co?
– Gdybyś zatrzymał historię dokładnie w tym momencie, większość ludzi powiedziałaby, że Konrad odniósł sukces.
– Bo odniósł.
– A jednocześnie zasiał ziarno przyszłego konfliktu.
– Tak właśnie działa historia.
Ogień powoli przygasał.
Smok dorzucił kolejne polano.
– Czyli problem został rozwiązany.
– Tak.
– A nowy właśnie się zaczynał.
– Dokładnie.
– I to ten problem doprowadzi nas kiedyś do Grunwaldu?
– Tak.
Ale zanim zobaczymy dwa miecze, chorągwie i rycerzy, minie jeszcze prawie dwieście lat.
– Dwieście lat?!
– Mówiłem ci.
Historia nie lubi się spieszyć.
Odkrywaj z Nami




