Gdy Świat Wariuje
Gdy świat wariuje, my pakujemy plecak, (czyli dlaczego podróże nadal mają sens)
Świat, jaki znamy, dostał ostatnio solidnego zawrotu głowy. Konflikty zbrojne wyrastają szybciej niż grzyby po deszczu (a szkoda, bo te drugie przynajmniej da się usmażyć). Wojny handlowe przypominają bójki o łopatkę w piaskownicy. Polityczne naciski i groźby lecą w stronę słabszych państw z prędkością tweetów pisanych o trzeciej nad ranem. Do tego dochodzi wszechobecny chaos związany z tzw. polityką klimatyczną – jedni straszą końcem świata jutro o 12:00, inni każą ratować planetę, zakazując słomek, ale nie prywatnych odrzutowców.
Krótko mówiąc: pełna wariacja.
I właśnie w tym całym globalnym galimatiasie istnieje coś zaskakująco stałego. Coś, co nie podlega sankcjom, embargom ani narracyjnym fikołkom ekspertów z telewizji śniadaniowej. To niezmienna potrzeba odkrywania świata.
Bo kiedy zamykasz laptopa, wyłączasz wiadomości i pakujesz plecak, okazuje się, że świat nadal tam jest. Góry nie wiedzą, kto aktualnie rządzi. Rzeki nie interesują się giełdą. Lasy mają w głębokim poważaniu konferencje klimatyczne, a zwierzęta – o dziwo – nie czytają raportów. Natura trwa. I woła.
Woła do tych, którzy jeszcze potrafią wstać z kanapy, ubrudzić buty błotem, zgubić się bez zasięgu i znaleźć coś znacznie cenniejszego niż Wi-Fi – prawdziwe przeżycia.
Podróże to dziś mały akt buntu. Ucieczka od narracji strachu, liczb, wykresów i dramatycznych pasków informacyjnych. To przypomnienie, że świat to nie tylko konflikty i nagłówki, ale też klify, doliny, stare drogi, zapomniane wsie, dzikie plaże i puby, w których ktoś obcy po pięciu minutach staje się znajomym.
W trasie pielęgnuje się przyjaźnie – te stare i te zupełnie nowe. To tam rodzą się historie, które z czasem obrastają legendą, a każda „krótka wycieczka” zamienia się w opowieść zaczynającą się od słów: „Miało być spokojnie…”. I nigdy nie jest.
Historia, piękno natury, zwierząt i roślin nie krzyczą. One czekają. Czekają cierpliwie, aż znów ktoś przyjedzie, spojrzy, dotknie kamienia starszego niż wszystkie ideologie razem wzięte i przypomni sobie, że jest tylko gościem na tej planecie – ale gościem, który może ją poznać.
Dlatego podróżujemy. Nie mimo chaosu, ale wbrew niemu. Bo kiedy świat wariuje, my wybieramy drogę. Najlepiej boczną. Z kiepskim asfaltem, dobrą kawą po drodze i przygodą, której nie da się zaplanować.
I to jest nasza polityka.