Derry – Bogside. Historia, która nie została za murami
Są miejsca, do których jedzie się z przygotowaną historią w głowie. Są też takie, którym najlepiej pozwolić, żeby same zaczęły ją opowiadać.
Bogside okazało się dla mnie właśnie takim miejscem.
Jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej spacerowałem po murach Derry. Cztery stulecia historii, bastiony, bramy, armaty, opowieść o oblężeniu miasta. Tam dominowała ciekawość. Chciało się zaglądać za kolejny zakręt, szukać śladów przeszłości i próbować wyobrazić sobie miasto sprzed setek lat.
Potem zszedłem na dół.
I wystarczyło przejść na drugą stronę murów, żeby historia nagle przestała być tak odległa.
Te same fortyfikacje, po których przed chwilą chodziliśmy, zostały teraz nad nami. W tle wciąż widać wieżę St Columb’s Cathedral.
Tylko perspektywa się zmieniła.
I opowieść również.
Niedzielny poranek w Bogside
Było wcześnie. Niedziela.
Bogside niemal puste.
Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że jesteśmy tutaj sami. Pojawił się biegacz. Później mężczyzna z chłopcem może cztero-, pięcioletnim, którego spotykaliśmy jeszcze kilka razy podczas spaceru. Wyglądało na to, że podobnie jak my oglądają okolicę.
Poza nimi niewiele się działo.
Samochody stały przed domami. Ulice były prawie puste. Z drzew od czasu do czasu odzywały się wrony, które najwyraźniej postanowiły pełnić funkcję niedzielnych komentatorów naszego spaceru.
Żadnych grup turystycznych.
Żadnego tłumu.
Żadnej atmosfery miejsca, którego należy się obawiać.
Po prostu spokojna dzielnica budzącego się miasta.
I bardzo się dziś cieszę, że właśnie w takich warunkach zobaczyłem Bogside po raz pierwszy.
Bo historia zaczęła wychodzić nam naprzeciw powoli.
Z góry wszystko wygląda inaczej.
Z murów, Bogside wydaje się zwyczajnym fragmentem Derry.
Domy. Ulice. Kościoły. Kilka większych budynków. Gdzieś pomiędzy nimi można wypatrzyć charakterystyczną białą ścianę Free Derry Corner.
Dopiero kiedy zejdzie się na dół, proporcje zaczynają się zmieniać.
Murale przestają być kolorowymi plamami widzianymi z wysokości.
Pomniki przestają być punktami na mapie.
Nazwy ulic zaczynają łączyć się z wydarzeniami, o których wcześniej czytało się w książkach albo oglądało w filmach dokumentalnych.
I szybko okazuje się, że ogromna część tej historii wydarzyła się na przestrzeni, którą dzisiaj można spokojnie przejść pieszo w kilkanaście minut.
Ale żeby zrozumieć Bogside, nie można zacząć od IRA, bomb i wojska.
Trzeba cofnąć się trochę wcześniej.
Zanim rozpoczęły się The Troubles
CIVIL RIGHTS.
ONE MAN ONE VOTE.
JOBS NOT CREED.
ANTI SECTARIAN.
Kilka słów namalowanych na ścianie przypomina o czymś, co w opowieściach o konflikcie w Irlandii Północnej bardzo łatwo zgubić.
U źródeł wydarzeń, które wkrótce miały wstrząsnąć Derry, znajdował się również ruch praw obywatelskich.
Jego postulaty dotyczyły między innymi reformy prawa wyborczego w wyborach lokalnych, sprawiedliwszego wyznaczania granic okręgów, przydziału mieszkań komunalnych, zatrudnienia i reform systemu bezpieczeństwa.
5 października 1968 roku w Derry zorganizowano marsz praw obywatelskich. Władze zakazały przejścia planowaną trasą, ale demonstranci postanowili maszerować. Royal Ulster Constabulary rozbiła zgromadzenie, używając pałek; wydarzenia zostały sfilmowane i pokazane w telewizji, także poza Irlandią Północną.
Dla wielu właśnie ten dzień stał się jednym z symbolicznych początków okresu, który później nazwano The Troubles.
A przecież wtedy nikt jeszcze nie wiedział, dokąd ta droga zaprowadzi.
People’s Gallery – kiedy ściany zaczynają mówić
Idąc dalej, właściwie nie trzeba szukać historii.
Ona sama pojawia się na kolejnych ścianach.
Seria dwunastu wielkoformatowych murali stworzonych przez Bogside Artists nosi nazwę The People’s Gallery. Przedstawiają między innymi ruch praw obywatelskich, Battle of the Bogside, Bloody Sunday, strajki głodowe i Operation Motorman.
Nie są jednak neutralnym podręcznikiem historii.
I nie powinno się ich w ten sposób traktować.
To opowieść wyrastająca z lokalnej pamięci i doświadczenia społeczności Bogside.
Właśnie dlatego są tak interesujące.
Nie oglądamy historii napisanej kilkadziesiąt lat później przez kogoś siedzącego przy biurku.
Oglądamy sposób, w jaki miejsce pamięta samo siebie.
I jeden z tych obrazów trudno pomylić z jakimkolwiek innym.
Chłopiec w masce
Młody chłopak.
Maska przeciwgazowa.
W ręce butelka z koktajlem Mołotowa.
To Petrol Bomber, jeden z najbardziej charakterystycznych murali Bogside. Przedstawia scenę nawiązującą do Battle of the Bogside z sierpnia 1969 roku.
12 sierpnia, podczas dorocznego marszu Apprentice Boys, napięcie na granicy Bogside przerodziło się w otwarte starcia. RUC próbowała wejść do dzielnicy, mieszkańcy wzmacniali barykady, w stronę policji leciały kamienie i bomby benzynowe, a policja używała między innymi gazu CS.
Starcia trwały przez trzy dni.
14 sierpnia do Derry wkroczyło wojsko brytyjskie.
Co ciekawe z dzisiejszej perspektywy, początkowo jego pojawienie się wielu mieszkańców Bogside przyjęło z ulgą. Żołnierze mieli oddzielić dzielnicę od policji i zakończyć walki. Dopiero później stosunek dużej części lokalnej społeczności do armii zaczął się gwałtownie zmieniać.
A ja stoję przed Petrol Bomber ponad pół wieku później.
Wokół cisza.
Samochody zaparkowane przed domami. Przystrzyżona trawa. Pusta ulica.
Chłopiec w masce patrzy z muralu na zupełnie inne Bogside.
Ten film zostawiam bez muzyki.
Niech przez chwilę pokaże po prostu miejsce.
Bo właśnie tutaj zaczyna być widoczne coś, co będzie nam towarzyszyło do końca spaceru.
Bogside nie jest skansenem The Troubles.
To normalna, żyjąca dzielnica.
Tyle że historia została wpisana w jej ściany.
You Are Now Entering Free Derry
Kilka kroków dalej pojawia się obraz, który zna chyba każdy, kto choć trochę interesował się historią Irlandii Północnej.
Biała ściana.
Czarne litery.
YOU ARE NOW ENTERING FREE DERRY.
Dziś Free Derry Corner jest jednym z symboli miasta.
Ale napis nie powstał jako atrakcja turystyczna.
Pierwsza wersja hasła pojawiła się na ścianie na początku stycznia 1969 roku. Wokół Bogside ustawiano wówczas barykady, a określenie Free Derry zaczęło odnosić się do obszaru, do którego policja przez pewne okresy praktycznie nie wchodziła.
Domy stojące obok dawno zniknęły.
Ściana została.
Dzisiaj wokół niej jest trawnik, ulica i ruch samochodowy.
Nie ma barykad.
Nie ma gazu CS.
Nie ma tłumu rzucającego kamieniami.
A jednak trudno przejść obok niej obojętnie.
Zwłaszcza że dopiero tutaj zaczynam dostrzegać, jak niesamowicie gęsta jest historia tego miejsca.
Kilkaset kroków historii
Patrząc wcześniej na fotografie poszczególnych pomników, wyobrażałem sobie, że są rozsiane po całym Bogside.
Dopiero na miejscu zobaczyłem, jak niewielka przestrzeń je dzieli.
Free Derry Corner i kilka republikańskich miejsc pamięci skupiają się wokół niewielkiego trójkątnego terenu wyznaczonego przez Rossville Street, Lecky Road i Fahan Street.
Mówimy o mniej więcej 150–200 metrach.
Kilku minutach spaceru.
A na tych kilkuset krokach spotykają się wydarzenia z różnych dekad XX wieku.
Najpierw pojawia się charakterystyczne kamienne H.
H-Blocks i strajki głodowe
Kształt monumentu nie jest przypadkowy.
Litera H nawiązuje do H-Blocks więzienia Maze, znanego również jako Long Kesh.
Pomnik odsłonięto w 2000 roku. Upamiętnia republikańskich więźniów, którzy zmarli podczas strajku głodowego w 1981 roku, a umieszczone przy nim inskrypcje przypominają również wcześniejszych republikańskich więźniów, którzy zmarli w wyniku strajków głodowych w XX wieku.
Tutaj warto zatrzymać się na moment także z innego powodu.
Teksty znajdujące się przy pomniku przedstawiają wydarzenia z republikańskiej perspektywy.
Nie są neutralną tablicą muzealną i nie będziemy ich tak traktować.
Są częścią monumentu i mówią nam nie tylko o wydarzeniach, ale również o tym, jak wydarzenia te są pamiętane przez środowisko, które stworzyło to miejsce pamięci.
W 1976 roku brytyjski rząd wycofał Special Category Status, który wcześniej dawał części więźniów skazanych za przestępstwa związane z konfliktem warunki zbliżone do statusu więźniów politycznych.
Rozpoczęły się protesty republikańskich więźniów: blanket protest, później dirty protest, a ostatecznie strajki głodowe.
1 marca 1981 roku strajk głodowy rozpoczął Bobby Sands.
W kolejnych miesiącach zmarło dziesięciu więźniów związanych z IRA i INLA.
Bobby Sands.
Francis Hughes.
Raymond McCreesh.
Patsy O’Hara.
Joe McDonnell.
Martin Hurson.
Kevin Lynch.
Kieran Doherty.
Thomas McElwee.
Michael Devine.
Tutaj po raz pierwszy podczas tego spaceru zaczynam zauważać, że coraz rzadziej fotografuję „pomniki”.
Coraz częściej czytam nazwiska.
Roll of Honour
Kilka kroków dalej stoi następny monument.
Kamień, tablice, herby czterech historycznych prowincji Irlandii.
Kolejne nazwiska.
To republikańskie miejsce pamięci. I podobnie jak w przypadku H-Block Memorial jego symbolika i sposób przedstawienia historii należą do konkretnej tradycji politycznej i pamięciowej.
Dlatego nie będę próbował zamieniać go w neutralny pomnik wszystkich ofiar The Troubles.
Nie tym jest.
Ale również nie będę udawał, że go tutaj nie ma.
Jest częścią Bogside.
Częścią historii tej dzielnicy i sposobu, w jaki część jej społeczności pamięta konflikt.
Tutaj zamiast kolejnych zbliżeń zostawiam film.
Kamera spokojnie przesuwa się po tablicach.
Bez muzyki.
Bez komentarza.
Nazwiska wystarczą.
I kiedy odchodzę od monumentu, w tle znowu pojawia się biała ściana Free Derry Corner.
Dopiero ten widok naprawdę pokazuje, jak mała jest przestrzeń, na której zgromadzono tyle różnych warstw pamięci.
Historia nie skończyła się wraz z The Troubles
Wśród murali i pomników znajdują się również komunikaty zdecydowanie bardziej współczesne.
Republikańskie plakaty.
Hasła dotyczące Stormontu.
Palestyńskie flagi i napisy popierające Gazę.
Początkowo pomyślałem nawet, że trochę przeszkadzają.
Człowiek próbuje fotografować miejsce historyczne, ustawić kadr, oddzielić wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat od współczesności…
Tylko właściwie dlaczego miałbym to robić?
Bogside nie zostało zamrożone w 1969, 1972 czy 1981 roku.
Tutaj nadal mieszkają ludzie.
Mają swoje poglądy, spory, sympatie i problemy.
Można się z nimi zgadzać albo nie.
Dla naszej opowieści najważniejsze jest coś innego:
one były tutaj tego dnia.
A my nie przyszliśmy poprawiać Bogside.
Przyszliśmy je zobaczyć.
Takie, jakie jest.
Ruszamy dalej Rossville Street
I właśnie tutaj trzeba poprawić pewne wrażenie, które łatwo odnieść, oglądając fotografie w internecie.
Bloody Sunday Monument nie stoi w tym samym skupisku pomników przy Free Derry Corner.
Żeby do niego dojść, trzeba opuścić niewielki trójkąt przy Fahan Street i ruszyć dalej Rossville Street.
To nie jest daleko.
Jednak wystarczająco, żeby podczas spaceru poczuć, że opuszczamy jedno miejsce pamięci i zmierzamy do następnego.
I właśnie dlatego ten film zostawiam w całości.
Bez muzyki.
Słychać kroki, ulicę i oczywiście naszą wronę, która najwyraźniej uznała, że skoro nikt inny nie oprowadza nas po Bogside, obowiązek spada na nią.
Film daje coś, czego nie pokaże pojedyncze zdjęcie.
Odległość.
Pozwala zobaczyć, jak blisko siebie znajdują się murale, pomniki, zwyczajne domy i mury starego Derry górujące nad całą dzielnicą.
To nie są oddzielne eksponaty.
To jeden organizm.
30 stycznia 1972
Bloody Sunday Monument nie jest ogromny.
Nie dominuje nad dzielnicą.
Stoi na niewielkim placu pomiędzy zwyczajnymi domami.
Ławka.
Kwiaty.
Kilka drzew.
I biały kamień.
30 stycznia 1972 roku przez Derry przechodził marsz przeciwko internowaniu bez procesu.
Planowana trasa została zablokowana przez wojsko, dlatego główna część demonstracji skierowała się w stronę Free Derry Corner. W rejonie jednej z wojskowych barykad doszło do starć części młodych ludzi z żołnierzami.
Następnie żołnierze Support Company 1st Battalion, Parachute Regiment wkroczyli do Bogside w ramach operacji zatrzymywania uczestników zamieszek.
Padły strzały.
Trzynaście osób zginęło tego dnia. John Johnston, który został postrzelony 30 stycznia, zmarł w czerwcu tego samego roku; jest zaliczany do czternastu ofiar upamiętnionych przez Bloody Sunday Monument.
Przez następne dziesięciolecia wydarzenia Bloody Sunday pozostawały jednym z najbardziej bolesnych i spornych epizodów całego konfliktu.
Pierwsze oficjalne dochodzenie — Widgery Tribunal — spotkało się z szeroką krytyką, szczególnie ze strony rodzin ofiar.
W 1998 roku rozpoczęto nowe dochodzenie pod przewodnictwem Lorda Saville’a.
Trwało dwanaście lat.
Raport opublikowano 15 czerwca 2010 roku.
Jego najważniejsze ustalenia nie pozostawiały wątpliwości: osoby postrzelone przez żołnierzy Support Company nie były uzbrojone w broń palną, a strzelanie do nich nie było uzasadnione.
Tego samego dnia premier David Cameron wystąpił w Izbie Gmin.
Określił to, co wydarzyło się w Bloody Sunday, jako „unjustified and unjustifiable”.
Nieuzasadnione i niemożliwe do usprawiedliwienia.
W imieniu brytyjskiego rządu przeprosił.
Kilka drzew.
I biały kamień.
Czternaście nazwisk
I właściwie w tym miejscu można przestać opowiadać o raportach, komisjach i polityce.
Wystarczy podejść bliżej.
Patrick Doherty — 31 lat.
Gerald Donaghey — 17.
John Duddy — 17.
Hugh Gilmour — 17.
Michael Kelly — 17.
Michael McDaid — 20.
Kevin McElhinney — 17.
Bernard McGuigan — 41.
Gerald McKinney — 35.
William McKinney — 26.
William Nash — 19.
James Wray — 22.
John Young — 17.
John Johnston — 59.
Kiedy czyta się opracowania historyczne, pojawiają się liczby.
13 zabitych tego dnia.
14 nazwisk na pomniku.
Tysiące stron raportu.
Dziesiątki lat sporów.
Ale stojąc tutaj, człowiek nie czyta już statystyki.
Czyta nazwiska.
I wiek.
I właśnie tutaj złapałem się na zupełnie nieoczekiwanej myśli.
Szkoda, że nie mam przy sobie znicza.
Nie zastanawiałem się wtedy, kto był katolikiem, kto protestantem, republikaninem, nacjonalistą, unionistą czy żołnierzem.
Odruchowo odmówiłem w duchu krótką modlitwę.
Za spokój tych, którzy zginęli.
I za pomyślność tych, którzy żyją tutaj dzisiaj.
Bo kiedy stoi się przed pomnikiem i czyta kolejne nazwiska, historia przestaje być historią „stron konfliktu”.
Na moment zostają po prostu ludzie.
Człowiek z białą chusteczką
Wcześniej mijałem jeszcze jeden mural.
Scena należy do najbardziej rozpoznawalnych obrazów Bloody Sunday.
Grupa ludzi niesie śmiertelnie rannego siedemnastoletniego Jackie Duddy’ego. Wśród nich znajduje się ksiądz Edward Daly, późniejszy biskup Derry, machający zakrwawioną białą chusteczką.
Fotografia wykonana tego dnia stała się jednym z symbolicznych obrazów konfliktu.
Bogside Artists przenieśli tę scenę na ścianę.
I dopiero stojąc później przed monumentem, zaczynam rozumieć, jak wszystkie te elementy łączą się ze sobą.
Mural.
Ulica.
Nazwisko.
Wiek.
Pomnik.
To już nie jest wydarzenie zamknięte w książce.
Można przejść pomiędzy jego kolejnymi fragmentami.
Historia, która wydarzyła się wczoraj
I chyba właśnie tutaj najbardziej poczułem różnicę pomiędzy dwiema stronami spaceru po Derry.
Tam, na górze, na murach, historia miała czterysta lat.
Można było oglądać armaty, bastiony i bramy z czystą ciekawością.
Zastanawiać się, którędy szli obrońcy.
Wyobrażać sobie oblężenie.
Podziwiać miasto.
Tutaj, na dole, historia wydarzyła się niemal wczoraj.
Ludzie, którzy pamiętają te wydarzenia, nadal żyją.
Rodziny ofiar nadal żyją.
Ludzie wychowani podczas The Troubles mieszkają w tych domach, robią zakupy, prowadzą dzieci do szkoły i spacerują tymi samymi ulicami.
Dlatego ciekawość, z którą zszedłem z murów, gdzieś po drodze zaczęła się zmieniać.
Najpierw były murale.
Potem Free Derry Corner.
H-Block.
Kolejne nazwiska.
Rossville Street.
Bloody Sunday Monument.
I ciekawość zupełnie naturalnie ustąpiła miejsca zadumie.
Nikt nie musiał tej atmosfery budować.
Bogside zrobiło to samo.
Spójrz w górę
Wystarczy jednak w pewnym momencie oderwać wzrok od pomników.
I spojrzeć do góry.
Tam nadal są mury Derry.
Te same, po których spacerowaliśmy kilkadziesiąt minut wcześniej.
Widać St Columb’s Cathedral.
Widać fortyfikacje.
Cztery stulecia historii mieszczą się właściwie w jednym obrocie głowy.
Na górze XVII wiek.
Na dole XX.
A pomiędzy nimi zwyczajne współczesne miasto.
To chyba najlepiej tłumaczy, dlaczego Derry tak trudno opowiedzieć jednym tekstem.
Tutaj historia nie układa się grzecznie w kolejne rozdziały.
Nakłada się na siebie.
Jedna warstwa wychodzi spod drugiej.
Czasami wystarczy przejść przez ulicę.
Czasami zejść po schodach.
A czasami po prostu odwrócić głowę.
Cisza, która została
Kiedy weszliśmy do Bogside, było cicho.
Kiedy z niego wychodziliśmy, nadal było cicho.
Ten sam niedzielny poranek.
Ten sam biegacz gdzieś zniknął.
Mężczyzna z małym chłopcem poszedł swoją drogą.
Samochody nadal stały przed domami.
Wrony nadal pilnowały swoich drzew.
Nic się przecież nie zmieniło.
A jednak dla mnie zmieniło się bardzo dużo.
Przyszedłem tutaj zobaczyć miejsce znane z historii The Troubles.
Zobaczyć murale.
Free Derry Corner.
Pomniki.
Zrobić zdjęcia.
Nagrać kilka filmów.
Tymczasem gdzieś podczas tego spaceru historia jakby wsiąkła we mnie, otwierając drzwi na oścież.
Może właśnie dlatego cieszę się, że Bogside zobaczyłem bez tłumu.
Nikt mnie nie poganiał.
Nikt nie zasłaniał pomników.
Mogłem zatrzymać się przy nazwiskach.
Przeczytać.
Pomyśleć.
I pójść dalej dopiero wtedy, kiedy sam chciałem.
Bogside nie jest miejscem, którego trzeba się bać.
Nie jest też muzeum ani pomnikiem zamkniętym w przeszłości.
To żywa dzielnica, która dostała od historii wyjątkowo ciężki bagaż i nauczyła się z nim żyć.
Na murach Derry patrzyłem na historię z góry.
Tutaj trzeba było zejść na ulicę.
I przejść przez nią samemu.
Poznaj Derry/Londonderry razem z nami:
WŁÓCZĘDZY MELDUJĄ SIĘ NAD FOYLE
| Derry/Londonderry — Miasto ukryte w mieście | Mury Miejskie | Derry Bogside | Foyle Maritime Festival |
Odkrywaj z Nami
